3 najmniej oczywiste fakty o lekarzach

1. każdy lekarz był, jest i będzie pacjentem.

Z tego wynika mój sprzeciw i gniew wobec stawiania sztucznej bariery: my – oni. Nie ma żadnych „my – lekarze” czy „oni – pacjenci”. Wszyscy stoją po jednej stronie. Co najwyżej możemy próbować wejść w role systemową i zająć miejsce na barykadach. W systemie lekarz stoi w opozycji z pacjentem. Co jest bez sensu, bo przecież każdy lekarz też jest pacjentem.

Byłam pacjentką od chwili swoich narodzin. Najpierw zajęła się mną ekipa porodówki, przez całe dzieciństwo byłam bywalcem w poradni, gdzie regularnie badał mnie pediatra i gdzie dostawałam szczepienia. Co jakiś czas mama wzywała do mnie lekarza, kiedy chorowałam. W wieku 13 lat przeszłam zabieg i wtedy też byłam pacjentką. O leczeniu trądziku nie wspomnę. Znasz lekarza, który całe swoje dzieciństwo nie wymagał pomocy medycznej, ani razu? Ja nie znam.

Kiedy wydoroślałam, też byłam pacjentką. Zgłaszałam się do lekarza celem kwalifikacji do szkoły, czy do pracy. Każdy lekarz miał udzielone świadczenie z medycyny pracy.

Potem byłam ciężarną, rodziłam w szpitalu, też byłam pacjentką. I mam swoje inne dolegliwości, jak choćby wada wzroku. Dzwonię do rejestracji też ustawiam się w kolejce do okulisty. I też, jak każdy inny pacjent, pragnę, aby ta kolejka była jak najkrótsza.

Siedząc w tej samej kolejce z innymi pacjentami, jestem taka sama jak wszyscy. Nie mam ani mniejszego, ani większego wpływu na tę samą kolejkę. Spotkam się z tym samym lekarzem w gabinecie i zostanę tak samo zbadana.

A jednak kiedy z niego wyjdę i przejdę do przychodni, w której pracuję, jestem po drugiej stronie. Po tej stronie biurka, na którą sypie się niezadowolenie z kolejki do okulisty. Zostanę zrównana z „nimi”. Z okulistami, którym się nie chce pracować. Albo innymi lekarzami, do których trzeba było czekać. A ci inni lekarze często siedzą blisko Ciebie i są zwyczajnymi ludźmi.

2. lekarz też człowiek a nie cyborg.

Najtrudniejsza lekcja do odrobienia to była ta z komunikacji. Z nazywania emocji i dawania sobie przyzwolenia na uczucia. Z odbierania agresji drugiego człowieka, wyzwalania w sobie empatii w odpowiednich momentach. Przeszłam ciężką i trudną dla mnie naukę asertywności, także tej, kiedy muszę zareagować na komplement.

Nie boję się przyznać, że boję się agresji. Nie walczę wprost z hejtem, bo brak mi odwagi, aby stanąć w szeregu ze słowem „walka”. Robię to w inny sposób. W taki, który nie każe mi wyskakiwać ze strefy komfortu. Wiem, że kiedy ja czuję się bezpiecznie, mogę całe to poczucie przelać na osoby, które do mnie przychodzą. Wiele razy słyszałam z ust zatrwożonych mam, że ich uspokoiłam, że poczuły ulgę. Dla jednych działa sposób, w jakich rozmawiam, innym potrzeby jest czas, jaki spędzą w mojej obecności, sporej grupie wystarczają odpowiedzi na zadawane pytania.

Gdybym miała robić to samo z poczuciem terroru – „mów mi tu i teraz, nie podskakuj, ja tu rządzę” – jakość mojej usługi spada na łeb na szyję. Nie lubiłaś, kiedy rodzice patrzyli Ci przez ręce jak odrabiasz lekcje? Nie lubisz, kiedy szef stoi Ci na plecach, jak piszesz maila na komputerze? I jeśli do tego krzyczy?

Przeżyłam i takie sytuacje. I robię wszystko, aby zdarzały się jak najrzadziej. Bo kiedy ja nie mam pewnego komfortu udzielania świadczeń, jak mam go dać innym?

Tak, każdy lekarz jest człowiekiem, któremu emocje się udzielają.

Nikt lekarzy psychologii nie uczy – wszak psychologia to odrębne studia, inne wykształcenie. Więc i nie każdy lekarz potrafi sobie z emocjami poradzić. Ja w reakcji na agresję uciekam. Innemu agresja się udzieli i będzie krzyczał. Emocje, uczucia, to ludzka rzecz. I jak w ludzkim życiu – kiedy kogoś ochrzaniasz, nie spodziewaj się, że z uśmiechem podejdzie i pogłaszcze Cię po głowie. Twoja emocja, wyrażana zachowaniem, udzieli się drugiej osobie. Osobie, która nie jest cyborgiem.

Lekarz, tak samo jak każdy inny człowiek, wstaje rano, robi zakupy, odbiera dzieci z przedszkola, płaci rachunki, płaci składki i podatki, jeździ autobusem lub samochodem, spotyka się ze znajomymi i rodziną.

Nikt nie ma interesu w tym, aby widzieć ludzkie oblicze lekarza. Ja to rozumiem. Nie mówię wszem i wobec o tym, co słychać u moich dzieci ani jakimi problemami rodzinnymi aktualnie się zajmuję. Nie wrzucam foty do sieci z każdego spotkania ze znajomymi. I nie ogłaszam, na czyj pogrzeb idę i na czyje wesele. I też nie oczekuję, że rodzice, którzy do mnie zgłaszają się ze swoimi dziećmi, zobaczą we mnie najpierw matkę, sąsiadkę i kobietę a potem dopiero lekarza. Widzą we mnie lekarza, bo po to do mnie przychodzą. Nie muszą wiedzieć nic o moim prywatnym czy osobistym życiu, wcale do tego nie dążę. Wystarcza mi sama świadomość pacjentów, że poza fartuchem, stetoskopem i gabinetem mam też zwyczajne życie.

3. Najbardziej niedostępny lekarz nie jest ani najlepszy, ani najgorszy.

Jest po prostu najbardziej niedostępny.

Lektura forów i zasłyszenie wypowiedzi w realu dostarczają mi opinii, że najgorszy lekarz to ten, który kogoś nie przyjął. Z doświadczenia wiem, że lekarz może nawet nie mieć tej świadomości, że kogoś nie przyjął.

W pewnej poradni umówiłam się z pracodawcą na godziny pracy. Po jakimś czasie miałam rejestrowanych coraz więcej pacjentów, aż przestałam się wyrabiać w czasie pracy. Problem się nasilał. Godzina wyjścia z przychodni była coraz mniej przewidywalna. Najpierw 10 minut później, potem godzina później, potem postawiono granicę. Konkretnie granicę postawiła szkoła, upominając, że świetlica jest czynna do 16.15 i dziecko trzeba odebrać.

Zwolniłam się przy rejestrowaniu mi 9 osób na godzinę i przy notorycznych nadgodzinach. Z dostępnego w coraz szerszym wymiarze lekarza, stałam się niedostępna w ogóle. A przecież kompetencje zostały mi te same. To doświadczenie było dla mnie motywacją do zmian. Nie jednej zmiany a szeregu zmian, które mają doprowadzić mnie do celu – celem jest tyle czasu dla pacjenta, ile potrzeba. Przy tym dbam o swoje poczucie bezpieczeństwa a mam je wówczas, kiedy nie martwię się o przedłużający pobyt dzieci w świetlicy i ich samopoczucie, kiedy wiem, że są zaopiekowanie. Poczucie zaopiekowania moich dzieci daje mi komfort zaopiekowania się cudzymi – tutaj w wymiarze czysto medycznym.

Zastanawiało mnie, z czego wynika opinia o najgorszym lekarzu. Z tego, że kogoś nie przyjął. Jak więc wystawić opinię o kimś, z kim nie miało się do czynienia?

Moje zdziwienie wynika z różnicy w podejściu do tematu. Kiedy kończyłam studia medyczne, byłam przekonana, że lekarzy ocenia się po ich merytorycznym przygotowaniu. Z tego, że każde zalecenie czy lek są w stanie wytłumaczyć przed profesorem medycyny. Jak na egzaminie.

Po studiach dowiedziałam się, że merytoryczne podejście to nie wszystko, bo egzamin przed pacjentami zdajemy nie z podręcznika a z … komunikacji. Kluczem jest porozumieć się z pacjentem w taki sposób, aby uzyskał wiedzę o swoim stanie zdrowa i do tego postępował wedle zaleceń, odzyskując zdrowie.

Wiele opinii o lekarzach bierze się z braków w komunikacji. Lekarz zły to ten, co za mało powiedział, co za szybko przyjął (ja widzę związek między czasem dla pacjenta a dopisaniem kolejnego na dziś…) , co nic nie wyjaśnił. Zaś najgorszy to ten, do którego pacjent się nie dostał…

Jeśli jest do lekarza kolejka, może oznaczać, że jest świetnym specjalistą, bo tak dużo ludzi chce się u niego leczyć. Może oznaczać, że jest słaby, bo tak wielu ludzi nie może się do niego dostać, wedle opinii, że najgorszy to ten, który Cię nie przyjął. Lub po prostu pracuje gdzie indziej i ma tak mało terminów. Co się kryje za dostępnością do danego lekarza jest tak naprawdę jego tajemnicą i tylko on najlepiej wie, czemu tak jest. I czy to świadczy o jego kompetencjach? Moim zdaniem, nie.

Najtrudniej jest oddzielić fakty od opinii a prawie niemożliwe jest to, kiedy do dyskusji włącza się osoba nieświadoma tego rozdziału.

Mogę wiec powiedzieć, że system opieki zdrowotnej jest zły, co przysporzy mi zbędnej dyskusji o tym, kto ma rację i kto bardziej. Mnie taka dyskusja nie interesuje.

Mogę też powiedzieć, że, moim zdaniem, system opieki zdrowotnej funkcjonuje źle. I możesz się ze mną zgodzić lub nie. A swoje zdanie wyrazisz… swoją opinią.

fot. Monika Buńkowska

Jedna odpowiedź do “3 najmniej oczywiste fakty o lekarzach

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.