Czasem mam wrażenie, że polski system ochrony zdrowia ma swój własny język. I że pacjent (a szczególnie rodzic małego dziecka) ma się go domyślić.
Bo przecież intuicyjnie wydaje się to bardzo proste: dziecko zachorowało → trzeba jechać do lekarza.
Tylko że bardzo szybko okazuje się, że „do lekarza” to nie jedno miejsce. A „pomoc medyczna” w praktyce wygląda jak kilka różnych drzwi, które prowadzą do zupełnie innych celów. I kiedy rodzic nie wie, co jest za którymi drzwiami – zaczyna się krążenie. Jedna izba przyjęć, potem druga. SOR, potem przychodnia. Telefon tu, telefon tam. A na końcu frustracja, że nikt nie pomógł.
Czytaj dalej „Gdzie zgłosić się z chorym dzieckiem?”

