Wśród wszystkich chorób, które wstrząsały ludzkością, dżuma zajmuje miejsce szczególne. Głęboko zpaisała się w zbiorowej pamięci, głównie za sprawą wysokiej śmiertelności.
Choć dżuma kojarzy się głównie z czarną śmiercią średniowiecza, historia tej choroby sięga znacznie dalej, a jej wpływ na rozwój medycyny był wieloaspektowy.
Justyniańska pandemia dżumy.
Najstarsze ślady dżumy ukryte są w szczątkach z epoki brązu, ale pierwsze prawdziwie udokumentowane pandemie pojawiły się dopiero w czasach późnego antyku. To właśnie wtedy, w 541–750 n.e., wybuchła dżuma Justyniańska, epidemia, która przetoczyła się przez cesarstwo bizantyjskie, zbierając śmiertelne żniwo od Egiptu po Italię. Szacuje się, że zmarło wówczas od 25 do nawet 50 milionów ludzi.
Czarna Śmierć – druga pandemia dżumy
To nie Justyniańska dżuma najbardziej wstrząsnęła światem. Prawdziwym koszmarem Europy stała się Czarna Śmierć, czyli pandemia dżumy z lat 1347–1352. Dotarła na kontynent przez Krym i włoskie porty, przynosząc zagładę w tempie, które brzmi przerażająco nawet dzisiaj. Szacuje się, że w ciągu kilku lat zginęła od jednej trzeciej do nawet połowy populacji Europy. Ulice pustoszały, wsie się wyludniały, a w miastach zapach kadzideł próbował bezskutecznie przykryć odór śmierci. Dżuma siała postrach, którego wydźwięk rozbrzmiewał w modlitwach i w sztuce.
Jednocześnie to właśnie wtedy początek miały pierwsze zręby nowoczesnej medycyny. Pojawiły się specjalne domy opieki nad zakażonymi i zaczęto izolować chorych. W Wenecji wprowadzono nową formę ochrony w postaci czterdziesto-dniowej kwarantanny statków i przybyszy, dając światu pojęcie „quaranta giorni”.
„Quaranta giorni” — dlaczego właśnie czterdzieści dni?
W 1377 roku w Raguzie, dzisiejszym Dubrowniku, ustanowiono trzydziestodniowe odosobnienie dla przybyszów z terenów dotkniętych dżumą. Z czasem rozwijano systemy czterdziestodniowe, między innymi w Wenecji. Włoskie „quaranta giorni” oznacza czterdzieści dni — stąd pochodzi nazwa kwarantanny.
Przybysze mieli czekać poza miastem, zanim zostali do niego wpuszczeni. Oczekiwanie dawało szansę, że choroba ujawni się przed ich kontaktem z mieszkańcami. Nie znano jeszcze jej przyczyny, ale zauważano zależność między przybywaniem ludzi z obszarów dotkniętych epidemią a kolejnymi zachorowaniami.
Czterdzieści miało też szczególne miejsce w ówczesnej kulturze: czterdzieści dni deszczu w opowieści o potopie, czterdzieści lat wędrówki Izraelitów, czterdzieści dni postu. Symbolika próby i oczyszczenia mogła wpływać na wybór długości odosobnienia. Nie jest jednak jedynym ani pewnym wyjaśnieniem. Znaczenie miały również ówczesne przekonania medyczne i praktyczne doświadczenia.
Kwarantanna powstała więc przed odkryciem drobnoustrojów. Była próbą ochrony ludzi na podstawie obserwacji — nawet wtedy, gdy mechanizm choroby pozostawał nieznany.
Trzecia pandemia — i odkrycie przyczyny choroby
Dżuma nie zniknęła po średniowieczu. Trzecia wielka pandemia rozpoczęła się w XIX wieku w Chinach, a transport morski ułatwił jej rozprzestrzenienie do innych części świata. W opracowaniach historycznych liczbę zgonów wiązanych z tą pandemią szacuje się na ponad 12 milionów. Podobnie jak wcześniejsze dane historyczne, również ten bilans jest przybliżeniem.
Tym razem medycyna miała już nowe narzędzia. W 1894 roku Alexandre Yersin wyizolował bakterię wywołującą dżumę, dziś nazywaną Yersinia pestis. Kolejne badania wyjaśniały rolę pcheł i gryzoni w przenoszeniu zakażenia.
To odkrycie zmieniało kierunek działania. Jeśli zakażenie może pochodzić od pcheł żerujących na zakażonych zwierzętach, samo oddzielenie ludzi od siebie nie usuwa całego zagrożenia. Trzeba również ograniczać kontakt z zakażonymi zwierzętami i zwalczać pchły.
W XX wieku antybiotyki, w tym streptomycyna, zasadniczo zmieniły możliwości leczenia dżumy. Rozwój opieki zdrowotnej i wykrywania ognisk zakażeń pozwolił znacznie ograniczyć jej skutki. Choroba stała się rzadka w wielu miejscach świata, ale nie została całkowicie wyeliminowana.
Jedna bakteria, trzy postaci choroby
Dżuma może zajmować różne części organizmu. Stąd trzy główne postaci choroby, których nazwy opisują miejsce lub sposób rozwoju zakażenia.
Dżuma dymienicza najczęściej rozwija się po ukąszeniu przez zakażoną pchłę. Bakterie docierają do pobliskiego węzła chłonnego i namnażają się w nim. Węzeł staje się powiększony i bardzo bolesny — takie zmienione węzły nazywano dymienicami. Według CDC objawy zwykle pojawiają się po 2–8 dniach od zakażenia. Ten czas pomiędzy zakażeniem a pierwszymi objawami nazywamy okresem wylęgania.
Dżuma posocznicowa, nazywana też septyczną, rozwija się, gdy bakterie namnażają się we krwi. Może być następstwem postaci dymieniczej, ale może również wystąpić bez poprzedzającego ją bolesnego powiększenia węzłów. Zakażenie może prowadzić do uszkodzenia narządów i wstrząsu.
Dżuma płucna zajmuje płuca. Może rozwinąć się, gdy zakażenie rozprzestrzeni się do nich z innych części organizmu, albo po wdychaniu zakaźnych kropelek oddechowych. W tej postaci choroba może przenosić się między ludźmi podczas bliskiego kontaktu. Objawy mogą wystąpić już po około dobie.
To rozróżnienie ma praktyczne znaczenie. Ochrona przed pchłami i kontaktami z zakażonymi zwierzętami odpowiada na inne źródło zagrożenia niż ochrona przed zakażeniem od osoby z dżumą płucną.
Dżuma dziś — co pokazują statystyki?
Dżuma nadal występuje, choć współczesne dane trudno porównywać z bilansem dawnych pandemii. Obecnie liczymy zgłoszone zachorowania, a część z nich potwierdzamy badaniami laboratoryjnymi. Nie wszystkie państwa mają jednak takie same możliwości wykrywania i zgłaszania choroby.
Stany Zjednoczone
Według CDC w ostatnich dekadach w USA zgłaszano średnio siedem zachorowań rocznie, przy czym w poszczególnych latach liczba ta wynosiła od zera do siedemnastu. Ponad 80% przypadków stanowiła postać dymienicza.
Zachorowania występują przede wszystkim na zachodzie kraju: w północnym Nowym Meksyku, północnej Arizonie i południowym Kolorado, a także w Kalifornii, południowym Oregonie i zachodniej części Nevady. Bakteria utrzymuje się tam w populacjach dzikich gryzoni i ich pcheł. Dlatego nawet dobra dostępność leczenia nie sprawia, że znika ze środowiska.
Średnia siedmiu zachorowań nie oznacza, że co roku choruje dokładnie siedem osób. Nie mówi też o ryzyku każdego mieszkańca USA. To opis częstości zgłaszanych przypadków w kraju, w którym narażenie jest skupione w określonych regionach.
Dane światowe
W raporcie WHO obejmującym lata 2019–2025 odnotowano 3860 zgłoszonych podejrzanych przypadków dżumy. Wśród nich 2646 zgłoszono jako potwierdzone. Aż 2586 z 2646 potwierdzonych przypadków, czyli 97,7%, pochodziło z Madagaskaru i Demokratycznej Republiki Konga.
To dane z całego siedmioletniego okresu, a nie z jednego roku. Nie należy również dodawać przypadków podejrzanych do potwierdzonych: potwierdzone są częścią zgłoszonych podejrzeń, które poddano dalszej ocenie.
Raport podkreśla ograniczenia porównywania danych z różnych lat i krajów. Zmieniają się zasady klasyfikowania przypadków, dostęp do badań i kompletność zgłoszeń. Liczby pomagają zobaczyć skalę i rozmieszczenie choroby, ale nie są dokładnym spisem wszystkich zakażeń na świecie.
Szybkie rozpoznanie i antybiotykoterapia mogą uratować życie. Dżuma pozostaje jednak poważną chorobą, zwłaszcza gdy leczenie jest opóźnione. Skuteczny lek musi jeszcze dotrzeć do chorego odpowiednio wcześnie.
Kwarantanna i izolacja — podobne słowa, różne zadania
W codziennym języku często używamy tych pojęć zamiennie. W medycynie oznaczają jednak dwie różne sytuacje.
Kwarantanna dotyczy osoby narażonej na zakażenie, która jeszcze nie ma objawów. Ogranicza jej kontakty i pozwala sprawdzić, czy rozwinie się choroba. Dobre samopoczucie tuż po kontakcie nie wyklucza zakażenia — objawy potrzebują czasu, aby się ujawnić.
Izolacja dotyczy osoby chorej. Jej celem jest ograniczenie możliwości przekazania zakażenia innym. Izolacja nie zastępuje leczenia; jest sposobem ochrony otoczenia podczas opieki nad chorym.
Długość tych działań zależy od konkretnej choroby, jej drogi przenoszenia i wpływu leczenia na zakaźność. Nie musi być taka sama nawet w dwóch sytuacjach dotyczących tego samego drobnoustroju.
Czy czterdzieści dni miałoby dziś sens?
Wyobraźmy sobie, że w dużym mieście pojawiają się zachorowania na dżumę, a dostęp do antybiotyków jest utrudniony. Czy należałoby wrócić do czterdziestu dni odosobnienia?
Znalibyśmy bakterię i drogi zakażenia, ale brak leczenia nadal byłby ogromnym zagrożeniem. Samo czekanie nie leczy dżumy. Oddzielenie osoby chorej od innych może ograniczyć szerzenie się postaci płucnej, ale nie usuwa zakażonych pcheł ani zwierzęcych źródeł zakażeń.
Nie wybieralibyśmy więc czterdziestu dni tylko dlatego, że taki okres stosowano dawniej. Czas kwarantanny trzeba powiązać z okresem wylęgania i ostatnim narażeniem. Czas izolacji — z tym, jak długo chory może zakażać. W przypadku dżumy płucnej skuteczne leczenie antybiotykiem zmienia zakaźność: według CDC środki izolacyjne utrzymuje się co najmniej przez pierwsze 48 godzin właściwego leczenia i do poprawy klinicznej.
Opanowanie całego ogniska może trwać znacznie dłużej niż obserwacja jednej osoby. Każde nowe narażenie wymaga ponownej oceny. Dłuższa epidemia nie oznacza jednak automatycznie, że każdy jej uczestnik potrzebuje dłuższej kwarantanny.
Czterdzieści dni pozostaje ważnym symbolem historycznym: czasem zatrzymania, oczekiwania i próby zabezpieczenia wspólnoty. Współczesna medycyna pozwala jednak dokładniej wyjaśnić, kto powinien ograniczyć kontakty, na jak długo i z jakiego powodu.
Od lęku do rozumienia
Dżuma była nie tylko chorobą. Była również sprawdzianem tego, jak społeczności radzą sobie z zagrożeniem, którego jeszcze nie potrafią wyjaśnić.
Dawne „quaranta giorni” można odczytać jako komunikat: „Nie wiemy jeszcze, czy twoje przybycie jest bezpieczne. Potrzebujemy czasu”. Dziś potrafimy do takiego komunikatu dodać uzasadnienie: jak dochodzi do zakażenia, kiedy pojawiają się objawy i co zmniejsza ryzyko.
To uzasadnienie ma znaczenie. Zalecenie łatwiej zrozumieć, kiedy wiadomo, jaki problem ma rozwiązać. Kwarantanna, izolacja i leczenie mogą towarzyszyć sobie podczas epidemii, ale każde z tych działań służy innemu celowi.
Historia czterdziestu dni przypomina, że ochrona zdrowia zaczyna się czasem od obserwacji i ostrożności. Z czasem powinna jednak coraz mocniej opierać się na wiedzy — i na wyjaśnianiu tej wiedzy ludziom, których dotyczą podejmowane decyzje.
fot. (maj 2025 r.): Wejście do Szpitala św. Rocha (Szent Rókus Kórház) w Budapeszcie, czerwiec 2025 r. Historia tego miejsca wiąże się z opieką nad chorymi na dżumę: wcześniejszy szpital działający przy kaplicy św. Rocha przyjmował początkowo osoby dotknięte tą chorobą. Obecny budynek szpitalny otwarto w 1798 roku.


