Jak prowadzić dzienniczek jedzenia?
- agnieszkasawicka /
- 2 września 2017 /
- 1 komentarz

Czy Twoje dziecko ćwiczy na w-fie?
Do gabinetu lekarza dyżurnego nieśmiało zapukał zatroskany ojciec dorastającej córki. Prosił, bardzo przejęty, abym zwolniła jego, nieobecną w gabinecie, córkę z udziału w lekcjach wychowania fizycznego. Martwiło go, że córka nie bierze udziału w dodatkowym angielskim, zorganizowanym dla dzieci zwolnionych z w-fu.
Czytaj dalej „Ojciec przyszedł po zwolnienie z w-fu dla córki. Co usłyszał?”
Czytaj dalej „Świadoma decyzja o zdrowiu dziecka. Masz odwagę ją podpisać?”
Lepiej zapobiegać niż leczyć. Udar cieplny jest tego jaskrawym przykładem. Zapobieganie jest dość łatwe. Leczenie trudne i nie zawsze skuteczne.[1]
Szpatułka jest niechlubnym bohaterem każdej wizyty lekarskiej. Dzieci nie lubią badania gardła. Im młodsze, tym głośniej wyrażają swój bunt i niechęć wobec drewnianej szpatułki, uciskającej siłą język. Niejeden już się zniechęcił i na widok pediatry zasłania buzię rękami.
Czytaj dalej „Szpatułka – znienawidzone narzędzie do badania dzieci.”
Oto moja propozycja na apteczkę, przydatną w czasie krajowych wakacji z dzieckiem.
Czytaj dalej „Gotowa na bezpieczne wakacje? Te rzeczy przygotuj koniecznie!”
Jakie masz oczekiwania co do przebiegu wizyty?
Dziecko prowadzisz do lekarza, który długo z Tobą rozmawia, dokładnie bada dziecko, szczegółowo omawia z Tobą wnioski, razem ustalacie dalsze plany. Zadajesz pytania. Wysłuchujesz prostych odpowiedzi, rozwiewają się Twoje wątpliwości.
Czytaj dalej „W jaki sposób wyobrażasz sobie wizytę z dzieckiem u pediatry?”
Bufet szpitalny, pora obiadowa. Kilkoro klientów w ciszy pochyla się nad jedzeniem. Jest względnie cicho, pusto, sennie. Przy stole siedzi chłopiec, dajmy mu na imię Jaś. Jaś ma na oko cztery latka. Obok Jasia siedzi jego mama. Jaś dłubie widelcem w talerzu. Wyjada ziemniaki, trochę skubie mięso, starannie omija surówkę. Mama go zachęca:- No jedz! Nie omijaj warzyw! Zobaczysz, jak nie będziesz jadł, to powiem pani doktor i ona zrobi ci „oj,oj”!
Jeśli znasz ten scenariusz, zastanów się, jak zakończył się ten obiad.Jaś zakodował sobie, że:
1. warzywa zjada się pod przymusem,
2. pani doktor może być groźna.
Ja nie straszę swoich dzieci lekarzem. Nie straszę szpitalem, przychodnią, zastrzykiem. Lekarz i pielęgniarka mają kojarzyć się dobrze. Nie straszę, żeby się tego nie bało. Bo i tak będę uspokajać. Będę zmniejszać strach. To po co go nakręcać?
Straszenie albo wzbudzanie poczucia winy. To są słabe motywatory.
– szanuję uczucie sytości dziecka. Jak mówi, że już nie chce, to nie. Jedna łyżka warzyw więcej nie zrobi mu różnicy. Pytanie czemu nie chce? Jest w stresie czy po prostu zjadł wcześniej drożdżówkę? Mnie się takie sytuacje zdarzały. Wpychałam w dzieciaka cokolwiek, bo padało z głodu, a kiedy dopadliśmy punktu z nieco zdrowszym jedzeniem, ono nie miało już ochoty.
– daję wybór, choć ograniczony. Przed nałożeniem warzyw na talerz pytam dziecko, czy chce te (wskazujemy propozycję pierwszą), czy te (i tu drugą). Moje zazwyczaj kierują się własnym instynktem i węchem i jeśli już wytropią jakiekolwiek warzywo na talerzu skrzętnie odsuwają na bok. To wersja łagodna. Ostra wersja to wyrzucanie z talerza albo krzyk „zabierz to!” jakby warzywo miało wypalić dziurę w talerzu i zabić po jednym kęsie. Niestety, o ile metoda ograniczonego wyboru w niektórych sytuacjach działa na moje dzieci, w przypadku jedzenia kompletnie się nie sprawdza.
– zdrowe jedzenie fantastycznie sprawdza się tam, gdzie chcemy dziecku ograniczyć porcje. Niechęć do warzyw, najlepiej surowych, sprawia, że jedzą mniej. Ale uwaga! Stąd blisko do pułapki słodyczowej. Po godzinie dziecko jest tak głodne, że zjadłoby cokolwiek, choć nadal nie warzywo. I wtedy albo się przełamie i zje, albo sięgnie po owoc, albo idziemy po całości i pozwalamy mu sięgnąć, co chce, najczęściej słodycze, batony, kanapki z Nutellą. Im starsze dzieci, tym trudniej zablokować dostęp do lodówki. U 3- latki jeszcze się udaje, u 5- latka – zapomnij.
– warzywa na talerzu są dominującą porcją. Jak już trafię na to jedno, jedyne zdrowe jedzenie, które dziecko toleruje, to nakładam ile się da. W mojej rodzinie niesłabnącą sympatią cieszą się brokuły. Nakładam, bo wiem, że zjedzą. Na raz, bo jak dam mniej, to krzyczą o dokładkę, ale potem nie chcą jej jeść.
– sprawdzamy, czy warzywa się zjada wygodniej łyżką czy widelcem. To działa u młodszych. Starsze jedzą wzrokiem. Chyba że lubią i naprawdę chcą zjeść, to i placami pozwalam.
– liczymy, ile kęsów (łyżek, widelców) liczy dana porcja. U moich dzieci najlepiej sprawdza się liczenie łyżek zupy. Ja też tak liczyłam, jak byłam mała. Byłam mega niejadkiem, ale to ZAWSZE działało.
– jeśli dziecko lubi działać na przekór, pozornie zabraniamy jeść i sami wyjadamy warzywa jak smakołyk (trochę ryzykowne, ale może skuteczne…?). Młodsze daje się przekonać. 2, 3- latek będzie chciał próbować tego, co mama albo zjeść to, co je starsze rodzeństwo. Gorzej z tym starszym rodzeństwem. Ono często po prostu pozwala nam zjeść swoją porcję.
– unikamy straszenia. Bo straszenie ma krótkie nogi. Nawet jak zadziała, to nie przyniesie długotrwałych efektów. Moim zdaniem lepiej już odpuścić, niż straszyć. Wiem, że mamy, a jeszcze bardziej babcie, boją się uczucia głodu u dziecka. Jak raz nie zje, to naprawdę nic złego się nie stanie.
Jaka jest Twoja propozycja?
Myć, oczywiście! A po umyciu delikatnie wytrzeć do sucha i nałożyć krem. O tyłku niemowlęcym mowa. I o jego pielęgnacji.
Czytaj dalej „Myć albo nie myć – o tyłek pytanie.”Czytam na blogach o wyprawkach dla noworodka. Jestem pod wrażeniem! Wyprawki są skrupulatnie zebranymi, szczegółowymi listami konkretnych produktów, łącznie z cenami i sklepami. Listy tego, co potrzebne są długie, coraz dłuższe. Czasem aż za długie! Zainspirowana znaleziskami zdecydowałam się stworzyć, a jakże, swoją listę. Krótszą.