3 najmniej oczywiste fakty o lekarzach

1. każdy lekarz był, jest i będzie pacjentem.

Z tego wynika mój sprzeciw i gniew wobec stawiania sztucznej bariery: my – oni. Nie ma żadnych „my – lekarze” czy „oni – pacjenci”. Wszyscy stoją po jednej stronie. Co najwyżej możemy próbować wejść w role systemową i zająć miejsce na barykadach. W systemie lekarz stoi w opozycji z pacjentem. Co jest bez sensu, bo przecież każdy lekarz też jest pacjentem.

Czytaj dalej „3 najmniej oczywiste fakty o lekarzach”

4 najczęstsze błędy w odczytywaniu wyników badań u dziecka.

Wykonujesz dziecku badania krwi. Chcesz się jak najszybciej dowiedzieć, czy to norma, czy coś złego się dzieje. Pytasz znajomych, pytasz w internecie, szukasz odpowiedzi w rodzinie. Każdy zapytany ma swoją teorię na ten temat. Nasłuchasz się tyle, że głowa pęka. I kiedy chcesz postawić sprawę na ostrzu: to norma czy nie? słyszysz: „nie jestem lekarzem, nie znam się”. Moim zdaniem? Decyduj. To do Ciebie należy decyzja czy odczytujesz wynik samodzielnie czy pytasz specjalistę o interpretację.

Czytaj dalej „4 najczęstsze błędy w odczytywaniu wyników badań u dziecka.”

Zdrowy styl życia wymaga specjalistycznej wiedzy.

5 szkodliwych przekonań, które oddalają Cię od zdrowia

#3 Specjalistycznej wiedzy potrzeba, aby prowadzić zdrowy styl życia.

Odkryj to, że trzeba dużo wiedzy a gwarantuję, że już na stracie Ci się odechce, bez względu na to czym jest zdrowy styl życia. Rewelacyjny demotywator. Bez przesady, żeby uczyć się o tym, jak się wyspać albo jak zdrowo jeść. I masz rację. Bo zdrowy styl życia wcale nie wymaga wiedzy.

Czytaj dalej „Zdrowy styl życia wymaga specjalistycznej wiedzy.”

Smaczne, odżywcze i tak niezdrowe, że aż trudno się napić.

Rozmawiają ze sobą trzy koleżanki. Wymieniają się doświadczeniami na temat żywienia dzieci. Jedna z nich oznajmia, że należy odstawić mleko. Bo mleko jest niezdrowe i liczne badania potwierdzają, że jest wręcz szkodliwe i trzeba przestać je pić. Jak sama przestała pić mleko, to poprawił się jej stan skóry.

Czytaj dalej „Smaczne, odżywcze i tak niezdrowe, że aż trudno się napić.”

Pomoc doraźna – kiedy iść, kiedy nie iść i co robić, jeśli się nie chce iść.

Nocna i świąteczna opieka zdrowotna, czyli popularnie zwana pomoc doraźna,  to świadczenia w zakresie podstawowej opieki zdrowotnej udzielane:

  •  od poniedziałku do piątku w godzinach od 18.00 do  8.00 dnia następnego
  • w soboty, niedziele
  • w i inne dni ustawowo wolne od pracy w godzinach od 8.00 do 8.00 dnia następnego.
Czytaj dalej „Pomoc doraźna – kiedy iść, kiedy nie iść i co robić, jeśli się nie chce iść.”

Moich 10 sposobów na oswojenie lęku u dziecka, które boi się wizyty u pediatry

1. Uśmiecham się.

Buduje zaufanie i wprowadza ciepłą atmosferę. Jest punktem wyjścia do stworzenia relacji. Musi być szczery, bo dzieci doskonale odczytują fałsz. Jeśli mam paskudny dzień i trudno mi o tym zapomnieć, to rezygnuję ze sztucznego uśmiechu.

Czytaj dalej „Moich 10 sposobów na oswojenie lęku u dziecka, które boi się wizyty u pediatry”
leczę

Nie napiszę, co dolega Twojemu dziecku, ale mogę Ci powiedzieć.

W internecie, przez maila, na forum – nie udzielę Ci porady, jak leczyć dziecko, tak samo nie doradzę Ci w sprawie szczepień. Owszem, zawodowo udzielam porad medycznych, taki jest mój zawód. Uwielbiam to robić i bardzo lubię rozmawiać z rodzicami. Mam jednak zasadę, że robię to zgodnie z prawem i własnymi przekonaniami, czyli po osobistym zbadaniu pacjenta.

Czytaj dalej „Nie napiszę, co dolega Twojemu dziecku, ale mogę Ci powiedzieć.”

Czy używasz leków z poprzedniej kuracji?

Zdarzyło Ci się podać dziecku lek na receptę, bez konsultacji z lekarzem? Leczenie na własną rękę może prowadzić do złamania zasad terapii. Pamiętaj, że przy podawaniu leków ważne są: przygotowanie i przechowywanie leków, data ważności, dobór odpowiedniego preparatu, odstęp od poprzedniej kuracji i wiek dziecka.

Leki czasem zostają po poprzedniej kuracji. Dochodzi do kolejnej choroby i lek gotowy! Częściowo otwarty i zjedzony, czeka na dalsze wykorzystanie.

Czytaj dalej „Czy używasz leków z poprzedniej kuracji?”

Ciemię, ciemiączko, ciemieniucha: które z nich jest chorobą?

Ciemiączka nie trzeba się bać! Ciemiączko nie przeszkadza w pielęgnacji dziecka. Ciemieniuchę trzeba leczyć. Zdarza mi się słyszeć mylne określenia na ciemiączko u dziecka i mylenie go ze stanem chorobowym, czyli ciemieniuchą. Zobacz, czym różnią się oba pojęcia i co oznaczają.

Czytaj dalej „Ciemię, ciemiączko, ciemieniucha: które z nich jest chorobą?”

Warzywa i straszenie dziecka lekarzem

Bufet szpitalny, pora obiadowa. Kilkoro klientów w ciszy pochyla się nad jedzeniem. Jest względnie cicho, pusto, sennie. Przy stole siedzi chłopiec, dajmy mu na imię Jaś. Jaś ma na oko cztery latka. Obok Jasia siedzi jego mama. Jaś dłubie widelcem w talerzu. Wyjada ziemniaki, trochę skubie mięso, starannie omija surówkę. Mama go zachęca:- No jedz! Nie omijaj warzyw! Zobaczysz, jak nie będziesz jadł, to powiem pani doktor i ona zrobi ci „oj,oj”!

Czy Jaś zjadł warzywa?

Jeśli znasz ten scenariusz, zastanów się, jak zakończył się ten obiad.Jaś zakodował sobie, że:

1. warzywa zjada się pod przymusem,

2. pani doktor może być groźna.


Ja nie straszę swoich dzieci lekarzem. Nie straszę szpitalem, przychodnią, zastrzykiem. Lekarz i pielęgniarka mają kojarzyć się dobrze. Nie straszę, żeby się tego nie bało. Bo i tak będę uspokajać. Będę zmniejszać strach. To po co go nakręcać?


Straszenie albo wzbudzanie poczucia winy. To są słabe motywatory.

Skoro jednak chcemy zachęcić Jasia do zjedzenia warzyw, możemy szukać innych sposobów. Ja znalazłam takie:


szanuję uczucie sytości dziecka. Jak mówi, że już nie chce, to nie. Jedna łyżka warzyw więcej nie zrobi mu różnicy. Pytanie czemu nie chce? Jest w stresie czy po prostu zjadł wcześniej drożdżówkę? Mnie się takie sytuacje zdarzały. Wpychałam w dzieciaka cokolwiek, bo padało z głodu, a kiedy dopadliśmy punktu z nieco zdrowszym jedzeniem, ono nie miało już ochoty.


daję wybór, choć ograniczony. Przed nałożeniem warzyw na talerz pytam dziecko, czy chce te (wskazujemy propozycję pierwszą), czy te (i tu drugą). Moje zazwyczaj kierują się własnym instynktem i węchem i jeśli już wytropią jakiekolwiek warzywo na talerzu skrzętnie odsuwają na bok. To wersja łagodna. Ostra wersja to wyrzucanie z talerza albo krzyk „zabierz to!” jakby warzywo miało wypalić dziurę w talerzu i zabić po jednym kęsie. Niestety, o ile metoda ograniczonego wyboru w niektórych sytuacjach działa na moje dzieci, w przypadku jedzenia kompletnie się nie sprawdza.


– zdrowe jedzenie fantastycznie sprawdza się tam, gdzie chcemy dziecku ograniczyć porcje. Niechęć do warzyw, najlepiej surowych, sprawia, że jedzą mniej. Ale uwaga! Stąd blisko do pułapki słodyczowej. Po godzinie dziecko jest tak głodne, że zjadłoby cokolwiek, choć nadal nie warzywo. I wtedy albo się przełamie i zje, albo sięgnie po owoc, albo idziemy po całości i pozwalamy mu sięgnąć, co chce, najczęściej słodycze, batony, kanapki z Nutellą. Im starsze dzieci, tym trudniej zablokować dostęp do lodówki. U 3- latki jeszcze się udaje, u 5- latka – zapomnij.


warzywa na talerzu są dominującą porcją. Jak już trafię na to jedno, jedyne zdrowe jedzenie, które dziecko toleruje, to nakładam ile się da. W mojej rodzinie niesłabnącą sympatią cieszą się brokuły. Nakładam, bo wiem, że zjedzą. Na raz, bo jak dam mniej, to krzyczą o dokładkę, ale potem nie chcą jej jeść.


sprawdzamy, czy warzywa się zjada wygodniej łyżką czy widelcem. To działa u młodszych. Starsze jedzą wzrokiem. Chyba że lubią i naprawdę chcą zjeść, to i placami pozwalam.


liczymy, ile kęsów (łyżek, widelców) liczy dana porcja. U moich dzieci najlepiej sprawdza się liczenie łyżek zupy. Ja też tak liczyłam, jak byłam mała. Byłam mega niejadkiem, ale to ZAWSZE działało.


jeśli dziecko lubi działać na przekór, pozornie zabraniamy jeść i sami wyjadamy warzywa jak smakołyk (trochę ryzykowne, ale może skuteczne…?). Młodsze daje się przekonać. 2, 3- latek będzie chciał próbować tego, co mama albo zjeść to, co je starsze rodzeństwo. Gorzej z tym starszym rodzeństwem. Ono często po prostu pozwala nam zjeść swoją porcję.


– unikamy straszenia. Bo straszenie ma krótkie nogi. Nawet jak zadziała, to nie przyniesie długotrwałych efektów. Moim zdaniem lepiej już odpuścić, niż straszyć. Wiem, że mamy, a jeszcze bardziej babcie, boją się uczucia głodu u dziecka. Jak raz nie zje, to naprawdę nic złego się nie stanie.

Jaka jest Twoja propozycja?